Runda, która zostawiła po sobie wiele wspomnień, mocnych momentów i dużych oczekiwań. O pracy zespołu, sile szatni, wsparciu kibiców i spojrzeniu w przyszłość opowiada Maciej Kona, jeden z liderów Zawiszy. Zapraszamy do lektury.
Maciek, za nami wyjątkowa runda. Jak z Twojej perspektywy wyglądała ta droga, którą przeszła drużyna?
Na pewno, podsumowując tę rundę, można dojść do wniosku, że była ona udana. Oczywiście były mecze, gdzie gubiliśmy punkty, których teraz brakuje, żeby zimować na pierwszym miejscu w tabeli. Ja jednak skupiłbym się na tym, ile powtarzalności ma nasz zespół, jak chłopacy reagują po porażce. Widać wtedy ogromną złość i niedosyt, bo wiemy, czego od nas się oczekuje. Każdy jest świadomy, z czym wiąże się gra w Zawiszy, i chcemy wygrywać każde spotkanie, chociaż wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe. Drużyna z biegiem sezonu wypracowała bardzo dużo automatyzmów, rozumiemy się na boisku, można dzięki temu optymistycznie patrzeć na drugą rundę.
Jako kapitan – co najbardziej doceniasz w tej drużynie?
To, co po części nadmieniłem w odpowiedzi wyżej. Drużyna jest głodna, nie zadowala się byle czym. My chcemy wygrywać, grać widowiskowo i tak, żeby nas samych to cieszyło. Chcemy dominować i być kojarzeni z tym, że Zawisza gra dobrze w piłkę. Atmosfera w szatni jest znakomita, każdy wie, kiedy jest czas na żarty, a kiedy na robotę. Doceniam bardzo, że mogę być w takiej ekipie, w której przyjemność sprawia mi siedzenie w szatni, jak i trenowanie na boisku… może trochę mniej na siłowni.
Kibice mówią, że ‘’Twierdza Gdańska 163’’ naprawdę żyje. Jak Wy to czujecie na murawie?
11-2-0 to bilans w tym sezonie u siebie. Tutaj nic nie trzeba dodawać, nasz stadion to naprawdę twierdza. Głównym czynnikiem jest wsparcie kibiców, które w trudnych momentach dodaje siły. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakiego kopa energii daje wsparcie trybun. Jesteśmy za to wdzięczni. My od siebie dajemy kibicom powody do radości po strzelonych bramkach i zdobytych punktach. I tak to powinno wyglądać, super sprawa.
Mecz z Wisłą Kraków przejdzie historii. Co zostaje Ci w głowie po tamtym wieczorze?
Na pewno to, ile piątek musieliśmy zbijać z kibicami (śmiech). Tak naprawdę atmosfera tego meczu zostanie ze mną do końca życia. Mogę śmiało powiedzieć, że nie brałem nigdy udziału w czymś takim. To, co zafundowali nam kibice, to było coś niesamowitego. Do tego my odwdzięczyliśmy się znakomitą grą – wszystko tak, jak każdy mógł sobie przed tym meczem wymarzyć. Zapamiętam euforię po golu na 4:1, gdzie każdy już wiedział, że tego nie wypuścimy. Podbiegliśmy do ławki pod trybunę B i był totalny szał. Coś wielkiego, naprawdę.
Masz swoje prywatne ‘TOP 3’ momenty w tej rundzie?
Nic nie przebije tego, jak ciśnienie ze mnie zeszło po strzelonym karnym z Wisłą… więc to będzie na pewno TOP 1. Ogólnie zaliczyłbym cały ten mecz, bo – tak jak mówiłem – było to duże przeżycie. Na wyróżnienie na pewno zasługuje moment wyrównania wyniku meczu z Elaną Toruń. To, jak wtedy kibice ryknęli, a my ruszyliśmy po zwycięstwo, bardzo fajny moment. A ostatniemu momentowi, zaliczającemu się do TOP 3, dam szansę się wyklarować pod koniec sezonu.
Co według Ciebie będzie kluczowe w następnej rundzie?
Na pewno postawa na wyjazdach. U siebie pokazaliśmy, na co nas stać, musimy tam punktować równie dobrze jak w minionej rundzie. Z wyjazdów trzeba przywozić więcej punktów niż do tej pory, bo – jak widzimy – rywale ligowi nie śpią i punktują równie dobrze jak my. Bardzo ważne będzie także utrzymanie bardzo dobrej dyspozycji w obronie. Mówimy sobie, że jest to najważniejsze – przede wszystkim nie stracić bramki, a z tą jakością piłkarską, którą dysponujemy, zawsze coś uda się stworzyć pod bramką przeciwnika.
Jakie masz przesłanie do Kibiców na kolejne miesiące?
Niech nic nie zmieniają. Potrzebujemy kibiców na każdym meczu, tak jak dotychczas. Prosiłbym ich, żeby w nas wierzyli i zaufali – może czasami nie widać, ale wiemy, co robimy (śmiech). Niech ten doping niesie nas tak samo jak w pierwszej rundzie, a my dołożymy jeszcze więcej od siebie, tak żeby mieli jeszcze więcej powodów do radości. Muszą pamiętać, że są naszym dwunastym zawodnikiem, a w przewadze liczebnej wiadomo, że gra się łatwiej.
I na koniec: co dla Ciebie osobiście znaczy nosić opaskę Zawiszy?
Duża duma. Dla wychowanka, który przychodził na ten stadion jako dziecko, a teraz wyprowadza drużynę z opaską na ramieniu, to super przeżycie. W poprzednim sezonie miałem okazję raz założyć opaskę – w meczu z Błękitnymi, totalna klęska. Miałem o to do siebie pretensje, że nie dźwignąłem zespołu, i w tym sezonie obiecałem sobie, że będzie inaczej. Trzeba pamiętać, że nie jestem pierwszym kapitanem, ubieram opaskę pod nieobecność starszych zawodników, którzy są w hierarchii wyżej niż ja, ale mamy tak doświadczony zespół, że tych kapitanów jest naprawdę wielu – na boisku i poza nim. Niemniej jednak wyjść z opaską na ramieniu to zaszczyt i zawsze staram się dźwignąć ten ciężar, jak tylko potrafię.
Zostaw recenzję